Namnożyło nam się w Polsce goldbugów, ale o silverbugach jakoś nie słychać. Cóż, raczej trudno byłoby o mnie powiedzieć, iż jestem silverbugiem. Po prostu, dostrzegam dobrą okazję do zainwestowania na rynku srebra.
Przyznam, że próbowałem inwestycji w srebro już pod koniec roku, nie były one zbyt udane. Klasyczne, „miałem rację – traciłem pieniądze”. Po dramatycznym spadku z klifu, jakie zaliczyło srebro potrzebowało ono trochę czasu, by odzyskać blask. Po podobnym spadku ropa nadal nie może się pozbierać.
Dobrze, na początek kilka szczegółów, jak napisałem w profilu inwestuję, głownie w opcje. Opcje nie mają ostatnio dobrej prasy (za sprawą przepłacanych idiotów, którym udało się doprowadzić do bankructwa lub gigantycznych strat sporo firm – temat: „opcje walutowe” – rozwinę przy okazji) jest to jednak dobre narzędzie inwestycji dla tych, którzy:
- lubią wykorzystywać lewar w inwestowaniu
- nie mają czasu i ochoty na śledzenie bieżących notowań
Więc opcja jest takim pociskiem typu fire and forget, choć mało kto go w ten sposób właśnie używa. Trzeba znaleźć w miarę silny trend, kupić zgodnie z jego kierunkiem opcję wygasającą za 2-3 miesiące i spokojnie czekać. W szczegółach sprawa wygląda tak, kupiłem opcje call z ceną wykonania 15.05 USD za uncje, wygasająca 21 kwietnia. (korzystam z platformy XTB – morderczy spread, ale pełna elastyczność, kiedyś omówie wady i zalety platformy).
Dlaczego właśnie srebro? Po pierwsze srebro jest silnie skorelowane ze złotem, bywa nazywane „złotem dla ubogich”. Perspektywy złota są wyśmienite. Po szczegóły odsyłam na dwagrosze.blogspot.com. Skoro złoto szykuje się do pobicia swoich historycznych rekordów, srebro nie powinno pozostać w tyle. Co więcej, aktualnie srebro pozostało w tyle. Wskaźnik GSR (gold/silver ratio) wygląda tak.
Historycznie utrzymywał się zazwyczaj w przedziale 40 - 60. W sierpniu, na fali deflacyjnej paniki, wskaźnik sięgnął 80. Widać na wykresie, że trend umacniania się złota względem srebra załamał się i można oczekiwać powrotu do przedziału 40-60. Skoro złoto w najbliższych tygodniach przebije szczyt z marca 2008 r. i zadomowi się trwale powyżej 1000 USD za uncję, pociągnie srebro za sobą. Jeżeli srebro nie tylko da się pociągnąć, ale i nadrobi stracony względem złota dystans, można oczekiwać silnych wzrostów. Co najmniej do 18 USD za uncje w perspektywie kilku najbliższych tygodni.
Fundamenty srebra są wręcz lepsze od złota. Jest to tez metal przemysłowy, mimo kryzysu nadal znaczna cześć produkcji srebra jest bezpowrotnie „tracona” poprzez jego przemysłowe zastosowanie. Dramatyczna zniżka z drugiej połowy roku doprowadziła do wstrzymania szeregu nowych projektów wydobywczych. Nie da się szybko zwiększyć produkcji srebra. Nie należy też zapominać, że dla wielu producentów srebro jest produktem ubocznym. Najlepszy przykład nasz KGHM. Nikt nie będzie produkował hałd miedzi, której nikt na razie nie chce, by zwiększyć produkcje srebra.
Tak wiec mamy kurczącą się podaż, brak możliwości jej szybkiego zwiększenia, silny popyt ze strony inwestorów, zmniejszony jednak zauważalny popyt ze strony przemysłu. I last but not least banki centralne mogą zwiększyć podaż złota likwidując swoje rezerwy, nie mają jednak znaczących rezerw srebra. W zasadzie to nikt nie ma.
Jest jeszcze (ale zdecydowanie zasługuje to na osobny komentarz – gigantyczna krótka pozycja dwóch amerykańskich banków w złocie i srebrze). O tym co z tego może wyniknąc napiszę już wkrótce...